
„Czy androidy śnią o elektrycznych owcach” Philipa K. Dicka to jadowita satyra na ludzkość. Androida demaskuje się wykrywając u niego brak empatii a następnie natychmiast należy go eksterminować… Z kolei w filmie Ridleya Scotta ciekawe jest zwłaszcza podobieństwo Łowcy do ściganych przez niego Androidów. Chodzi nie tyle o ich wewnętrzną naturę (chociaż takie substancjalne podobieństwo również jest sugerowane, zwłaszcza w wersji reżyserskiej z 2007 roku), co o bycie wyzyskiwanym.
Jednak ile jeszcze można drwić ze skompromitowanej idei jakoby dystynktywną cechą człowieka była empatia? Również temat różnicy pomiędzy ludźmi a ich inteligentnymi tworami spowszedniał. Już na koniec 2024 roku pisaliśmy w zaproszeniu: „Osobo ludzka / Osobo robotyczna, w Sylwestra na granicy naszych epok pobawmy się razem. Jeżeli jesteś człowiekiem udawaj robota – jeżeli jesteś robotem udawaj człowieka. Przebrania, jedzenie, energia mile widziane”.
A jednak balet „Androidy” w TWON ma szansę człowieka poruszyć. Podsuwa myśl, że życie polega prawie wyłącznie na grze o życie i ma wartość tylko jako stawka w tej grze.
(Jest jeszcze opcja dysocjacji, reprezentowana przez żonę Łowcy. O ile w książce jest ona głównie utrapieniem Deckarda, a w filmie się nie pojawia, o tyle w spektaklu jej melancholia nie stanowi opozycji wobec działań pozostałych bohaterów lecz raczej wyraz wszechogarniającej depresji.)
Zachodzę w głowę jakie środki sceniczne wywołały u mnie ten efekt. Być może choreografia, która jest przez większość czasu dość tradycyjna, co wywołuje wrażenie zamknięcia postaci w zdeterminowanych przez system sekwencjach pościgów, ucieczek i walk. Ponadto barwy scenografii i kostiumów są konsekwentnie przygaszone i przez to wtapia wszystkich bohaterów w dystopijny świat. A może wszedłem do teatru już jako nihilista? Zresztą przetestuj ten spektakl na sobie. Zresztą przetestuj siebie na tym spektaklu.
Fajne. Czuję niedosyt. Rozwiń temat proszę. Szczególnie ostatni akapit.
Hmm.., jak mógłbym to pięknie rozwinąć… 😉 Moje przesłanki: Balet jest dziedziną mocno osadzoną w konwencji. Wobec tego twórcy mogą przyjmować różne strategie, np. zderzać na scenie formy tradycyjne z mniej okiełznanymi. W “Androidach” nie ma takiego zderzenia – nie ma siły przełamującej wzorzec. Napięcia nie są budowane przez kontrast między różnymi formami ruchu lecz między ruchem a jego zatrzymaniem. Scenografia również jest “jednolita” (zresztą tak jak deszczowe L.A. a.d. 2019 u Ridleya Scotta) – nie ma enklaw. Sceny inne niż szczucie, pościgi i walki są raczej pauzami w akcji. Rozważany wniosek: Być może nie tylko fabuła, ale właśnie te cechy przedstawienia, pokazują że życie to gra o życie. Zakończenie filmu daje jakąś nadzieję że Deckard i Rachael, zanim dopadną ich Blade Runners, spędzą jakiś czas w świecie, który stworzą sobie we dwoje. Natomiast finał przedstawienia jest posępny. Deckard uszedł z życiem ale co to za życie… (gdy nie został już nawet przeciwnik, który nadawałby mu kierunek).