
„Ziemianie” Sayaki Muraty (Wydawnictwo Literackie, przełożył Dariusz Latoś) są krytyką presji wywieranej przez społeczeństwo na jednostki, żeby zmusić je do pracy i prokreacji. To jasne.
Ale kim są właściwie tytułowi Ziemianie?
Opozycja pomiędzy Ziemianami a kosmitami pojawia się w książce wielokrotnie. O tych drugich niewiele wiadomo. Ale dla głównych bohaterów identyfikacja z kosmitami z Pohapipinpobopii stanowi akces do wspólnoty innej niż ta, która podporządkowuje ich sobie represjami lub groźbą porzucenia.
Jednak pod koniec historii Tomoomi dzieli się zaskakującym przypuszczeniem, że: „(…) Ziemianie to jedynie iluzja stworzona po to, by Pohapipinpobopianie przetrwali na tej obcej dla siebie planecie.” (s. 220). Oznaczałoby to, że „ziemiańskość” jest określonym sposobem, w jaki społeczeństwo myśli o sobie i funkcjonuje. Zasadą, która nim rządzi, jest dążenie do przetrwania.
Dla dziewczyny z konbini, bohaterki wcześniejszej książki Muraty, jedynym rozwiązaniem okazało się wypełnianie w tak urządzonym społeczeństwie produktywnej roli (uczynienie sklepu kochankiem jest parafilią, która ma szansę być tolerowana).
W „Ziemianach” mamy przegląd różnorodnych strategii oporu. Pierwsza przywodzi na myśl sentencję Preciado, zgodnie z którą „W XXI wieku żywe ciało jest tym, czym w XIX wieku była fabryka: głównym ośrodkiem walki politycznej”. Zamykając dłoń można stworzyć łączącą z kosmosem ciemność a używając własnych narządów zjednoczyć się z drugą osobą. Druga strategia polega na mieszaniu etapów życia: zawrzeć ślub jako dziecko, wierzyć w kosmitów w dorosłym życiu. Trzecią strategią jest łamanie tabu, na przykład poprzez kazirodztwo. Czwartą, domaganie się od członków społeczeństwa dochowania jego logiki. Choćby poprzez wyrażanie zdziwienia, że rodzice zabitego syna chcą w zemście uszczuplić populację o kolejną osobę (tę, która go zabiła), zamiast domagać się od niej, żeby zrekompensowała morderstwo rodząc dziecko.
Bohaterce „Ziemian” i jej dwóm mężom, w odróżnieniu od dziewczyny z konbibi, udaje się opuścić społeczeństwo. Ostatecznie przechodzą do stanu natury w znaczeniu, w jakim rozważali je Locke i Hobbes: jako sytuacji, w której znajdowałyby się jednostki, gdyby nie zawarły umowy społecznej. Dzięki temu dowiadujemy się w imię czego, być może, warto się społeczeństwu opierać.
Trójka uciekinierów postanawia kierować się racjonalnością, rozumianą jako wybieranie opcji najbardziej korzystnych z perspektywy przetrwania. Ale jest to przecież ten sam priorytet, którym kieruje się społeczeństwo. Co więcej, Natsuki, Tomoomi i Yu rozważają nawet postaranie się o dziecko. Pracę zarobkową zastępują szabrowaniem żywności, ale nie od dziś wiadomo, że kapitalizm oznacza przejmowanie owoców czyjejś pracy. Gdyby okazało się, że porzucili społeczeństwo, żeby odtworzyć jego reguły, byłoby bardzo ponuro. Jednak Murata brawurowo prowadzi nas w innym kierunku.
Kluczową sceną jest złożenie przez troje bohaterów przysięgi rozwodowej. Natsuki i Yu zawarli „ślub” jako dzieci, w tajemnicy przed dorosłymi, jako próbę ratunku dla Natsuki (odzyskania przez nią samej siebie). Z kolei Natsuki i Tomoomi pobrali się wyłącznie po to, żeby każde z nich mogło wykazać przed rodziną małżonka. Każdy z tych ślubów wiązał się z umową. Pierwszy: na osobności nie trzymamy się za ręce z innymi, do spania zakładamy obrączki, przetrwamy mimo wszystko (s. 30-31, 84). Drugi: zdystansowana relacja z równym podziałem obowiązków domowych, żadnych kontaktów seksualnych, każdy porządkuje własny pokój, przestrzenie wspólne sprzątane w ciągu doby po użyciu (s. 96-97). To próby wyratowania się z umowy na poziomie społecznym poprzez zawarcie własnych kontraktów.
Paradoksalna przysięga rozwodowa jest wypowiedzeniem zobowiązań: „- Czy przyrzekasz aż do śmierci żyć wyłącznie dla siebie w zdrowiu i w chorobie, w radości i w smutku, w dostatku i w biedzie, i że nie będziesz jej kochać, szanować ani wspierać? – Tak… Przyrzekam.” s. 190).
To, co następuje potem, nie jest bynajmniej wojną wszystkich ze wszystkimi. Racjonalność społeczna (biopolityczna) jest ukierunkowana na stan populacji i gotowa poświęcić, zwłaszcza słabsze, jednostki. Natomiast Natsuki, Tomoomi i Yu w odciętej od świata wiosce praktykują relację opartą na wzajemnej wrażliwości i refleksji nad dobrem każdego z nich trojga.
Gdy nie pozostaje im nic do jedzenia, pożywiają się wszyscy nawzajem swoimi ciałami. Tylko z zewnątrz może wyglądać to jak krwawy horror lub groteska .
W rzeczywistości jest to komunia. Taką interpretację podsuwa ostrożnie sama Sayaka Murata. Otóż Natsuki porównuje kolację spożywaną z Tomoomi i Yu do Ostatniej Wieczerzy. Ostrożność autorki polega na tym, że porównanie to odnosi do ich przedostatniej kolacji, złożonej jeszcze ze skradzionej sąsiadom żywności.
W ostatniej scenie do okrwawionej trójki wraz z siostrą i matką Natsuki docierają inni Ziemianie. „Po strojach poznałam, że to pewnie tak zwani ratownicy.” (s. 223). Ma to sens fabularny – wioska została odcięta przez opady śniegu – ale nie tylko. To stroje funkcjonariuszy społeczeństwa, które skazuje na życie (Foucault).
Ten post dedykuję Ance Chro, z którą poznaliśmy się prawie 30 lat temu na socjologii i jak dotąd nie zawarliśmy umowy.