“Najlepsze miasto świata…” Totalna opera o Warszawie

(Na zdjęciu: Scena “Zapowiedź zwiedzania” z “Najlepszego miasta świata…” – źródło: materiały ze strony TWON)

Najlepsze miasto świata. Operę o Warszawie” otwiera kwestia Przewodnika: „(…) muszę opowiedzieć wam o tym z czego to miasto powstało – a powstało ze swojej własnej śmierci”. Przy tym nie chodzi o odrodzenie się we wcześniejszym kształcie, tylko o powstanie nowego bytu, złożonego i z przeszłość i z jej zagłady. Powiązanie słów, obrazu i dźwięku, żeby wyrazić tę ideę, jest perfekcyjne.

Budynki zrzucone z powierzchni miasta, w późniejszej scenie stają się cegłami z których jest budowane na nowo.

„A gruzy twoje
Przemieszały się
A gruzy twoje
Biblioteki sklepy domy ludzie
A gruzy twoje psy
A gruzy twoje mosty
Można was zbierać gruzy
Mielić
Można z was robić masę
Gruzobeton
Przyszłość zawsze karmi się przeszłością
Lecz dawno przyszłość
Nie była tak żarłoczna
Miasto z miasta
Budynek z budynku
Warszawa z Warszawy
Jasna siostra bliźniaczka
Zbudowana w ciemnej bliźnie serca
Z siebie
Innej
Martwej”.

Cała “Aria o gruzobetonie” jest pięknym wierszem. Dźwięki tworzenia tego gruzobetonu są oddane w muzycznej warstwie spektaklu. Truizm zgodnie z którym opera to sztuka totalna nabiera tu sensu.

Prawda o tym z czego i na czym odbudowywano miasto nie zawsze chyba była częścią jego oficjalnej tożsamości.  Sądzę po tym, że mój ojciec wychowujący się jako dziecko na powojennym Muranowie podobno długo nie wiedział dlaczego mieszka na trzecim piętrze patrząc od ulicy ale na drugim patrząc od podwórka  – a wynikało to z tego, że podwórko było usadowione na gruzach. W „Najlepszym mieście…” motywów głęboko warszawskich jest więcej. Anka Chro zwróciła uwagę, że ogołocone drzewo stojące na scenie wśród ruin przypomina drzewo-pomnik z Pawiaka.

Scena zburzenia miasta jest spektakularna. Zarazem została skonstruowana ze świadomością, że pozostajemy w teatrze, a zatem droga do poruszenia widza nie prowadzi przez dosłowność. Większe wrażenie wywrze na Was jeżeli przed obejrzeniem nie zapoznacie się z jej opisem.

Drugą osią spektaklu są wyrzuty, jakie czyni sobie Architektka, jedna z dwóch głównych bohaterek: „Przed wojną / Mówiłam trzeba wszystko zburzyć / I wszystko zostało zburzone / Wszystko co było mówione / Przeze mnie / Wszystko to przeze mnie”. Obwinianie się za wojenne zniszczenia z powodu wcześniejszego urzeczenia wizją budowania lepszego miasta zupełnie od nowa w pierwszej chwili wydało mi się pomysłem niedorzecznym. W drugiej chwili pomyślałem, że konwencja opery nie wymaga, żeby motywacje bohaterów były szczególnie prawdopodobne. Zresztą może faktycznie Helena Syrkus, którą inspirowana jest postać architektki,  miała takie rozterki? (Musiałbym poszukać na przykład w jej opublikowanych listach.) A w trzeciej chwili odkryłem, że ten motyw pozwala pokazać wplecenie zawodowych biografii w powojenne przemiany. W scenie „Biuro odbudowy” z usta Architektki pada: „I teraz / Warszawą muszę się odbudować”.

Ten post piszę naprędce. W Najlepszym mieście wciąż brakuje czasu.

Add comment