“28 lat później” – co nas stwarza?

„28 lat później” Garlanda i Boyle’a to film o solidnej, prostej konstrukcji. Jednak nie całkiem oczywisty. Jego tematem jest inicjacja: nabywanie nowej tożsamości dzięki konfrontacji z czymś wcześniej nieznanym. W „28 latach…” najciekawsze jest dla mnie pytanie czy tożsamość jest wyznaczana z zewnątrz (na przykład przez wspólnotę lub chorobę) czy kształtowana własnymi siłami – i to jak film oscyluje między tymi odpowiedziami.

W pierwszej części filmu przejście przez inicjacyjną próbę skutkuje przemianą głównego bohatera idącą dalej niż – z perspektywy społeczności do której należy – powinna. Po tej próbie Spike nie tylko jest gotowy wkraczać na teren zombie, ale także traci szacunek do ojca i przejmuje wobec swojej matki opiekuńczą rolę, której ten nie wypełnia.

Również efekt wyprawy z matką w poszukiwaniu leku jest różny od zakładanego. Tym razem inicjacja polega na akceptacji śmierci. Na to jakie odczucia budzi we mnie przebieg wizyty Spike’a i jego matki u doktora Kelsona rzutują przekonania jakie mam danego dnia o sprawach ostatecznych. Zwróćmy raczej uwagę na przeskoki jakie następują również w innych (niż Spike) postaciach.

Z perspektywy mieszkańców ufortyfikowanej wioski zombie są krwiożercze, ale osobnik który czołga się po lesie z ptakiem na grzbiecie oraz jego pobratymca pochłaniający sznurówkę śpiącego człowieka jakby pomylił ją z dżdżownicą nie wydają się zbyt groźni. Horda chudzielców kąpiących się w potoku przypomina uczestników ekologicznego festiwalu, a gdy biegną w kierunku zamierzonej ofiary wyglądają trochę jak muzycy Sigur Rós na okładce jednej ze swoich płyt, przebiegający nago przez autostradę. Najgroźniejszy zombie Alfa ma swój żartobliwy przydomek a kobieta-zombie rodzi niezakażoną córeczkę.

Z kolei matka Spike’a przechodzi spektakularne zmiany poziomu funkcjonowania i stanu świadomości, a w konsekwencji również relacji łączącej ją z synem. W rozmowie z doktorem Kelsonem wydaje się zupełnie inna niż w rodzinnym domu. Zarazem timing tych zmian, a także scena w której daje się nieść napotkanemu żołnierzowi, nie ujawniając mu, że może chodzić sama, sugerują że ma nad nimi znaczną kontrolę.

Wreszcie, jeżeli rozczarowało Was to jak łatwo Spike przyjął nauki doktora Kelsona, niech Wasze drapieżne instynkty nasyci zakończenie. W ostatniej scenie zawisa pytanie: jak na oświeconego Spike’a wpłynie przystąpienie do bandy przypominającej gang z Mechanicznej Pomarańczy Burgessa / Kubricka?

A przez to wszystko biegnie stado jeleni, którego tętent zawala zrujnowane domy.

2 komentarze

Skomentuj Tomasz Januchta Cancel reply

  • Fajnie że zwróciłeś uwagę na te wewnętrzne skrajne przemiany (wahnięcia) proszczególnych bohaterów. Mi przesłonił to spostrzeżenie szerszy kontekst – kto jest bardziej człowieczy ludzie czy zombie a ten motyw już chyba lepiej był ograny w filmach takich jak „dystrykt 9”. Dzięki twojemu spostrzeżeniu cieplej myślę o tym filmie.

    • Dzięki! “Wahnięcia” to dobre określenie, nie przyszło mi do głowy. Bo też Spike nie zostaje raz na zawsze wojownikiem, bywa z powrotem chłopcem. Ciekawe jest też to że (w filmie) taki powrót niekoniecznie jest regresem. Postacią bez wahnięć, zakutą jak w zbroję, pozostaje niedojrzały ojciec.